Slideshow Image 3

REKRUTACJA TRWA

Rozpoczęliśmy nabór do klas I, II oraz VII, zapraszamy do zapoznania się z ofertą

PRZERWA W PRACY SEKRETARIATU

W dniach 7.08. oraz 08.08.2017 r. Sekretariat Szkół będzie nieczynny

JEŚLI CHCESZ ZOSTAĆ NASZYM UCZNIEM

Planujesz podjąć naukę w szkole podstawowej, liceum albo w szkole zaocznej? Zapraszamy do działu rekrutacja lub bezpośredniego kontaktu.

JESTEŚMY NA FACEBOOKU!

To najszybszy sposób aby być na bieżąco z życiem naszej szkoły.
Polub nasz profil i nie przegap żadnej informacji!

Fanpage Katolickiej Szkoły
Podstawowej im. Św. Wojciecha

Instytucje wspierające

Dane kontaktowe

Centrum Kształcenia im. Św. Wojciecha
Prowadzone przez Stowarzyszenie Rodzin Katolickich w Archidiecezji Gdańskiej

Ul. Piecewska 9, 80-288 Gdańsk-Morena

Telefon: (58) 345 82 74 sekretariat
Telefon komórkowy: 698 172 709

Telefon Dyrektora Centrum: 509 596 169

Napisz do nas: sekretariat@szkolywojciecha.pl

Nr rachunku bankowego:
92 1090 1098 0000 0001 3242 3774

PATRON KATOLICKIEGO GIMNAZJUM - ŚWIĘTY WOJCIECH

Katolickie Gimnazjum nosi imię jednego z największych misjonarzy, któremu cała Polska, a w szczególny sposób region pomorza, zawdzięcza łaskę wiary katolickiej. Czujemy się zatem zobowiązani nie tylko do kontynuowania jego dzieła poprzez przekazywanie ewangelii uczniom naszej szkoły, co z radością codziennie czynimy, ale także chcemy jako cała wspólnota szkolna - pedagodzy, uczniowie, rodzice i administracja aktywnie włączać się w pomoc misjonarzom w ich pracy 'ad gentes' - niesienia Chrystusa żywego do wszystkich narodów.

Jana Kanapariusza
świętego Wojciecha żywot pierwszy,
czyli przypadki Męża Bożego, mnicha
i biskupa, misjonarza i męczennika (fragmenty)

Jest kraj na pograniczu Germanii, bogaty i potężny, który mieszkańcy nazywają Slawonią. W owym więc kraju żył mąż imieniem Sławnik, możny z powodu zaszczytów i bogactw, niezwykłego umiłowania sprawiedliwości i uczynków miłosierdzia; Pojął on żonę godną swego rodu, również odznaczającą się zacnymi obyczajami; nie nęcił jej ani przepych matron, ani złoto i drogie kamienie, gdyż bardzo mało ceniła to, co głupi poczytują za najważniejsze. Urodził im się chłopiec piękniejszy od wszystkich. Na chrzcie świętym nadano mu imię Wojciech. Wobec niezwykłej urody, jaką się odznaczał, rodzice przeznaczyli go dla świata. Dziecko jednak zachorowało, zaczęło mu grozić niebezpieczeństwo śmierci. Niepokoją się rodzice; spływają obficie łzy ojca, wreszcie w obliczu śmierci uciekają się do dobrego i miłosiernego Pana, wzywając Matki Jego. Przychodzą przeto do kościoła z wielką pokorą i przygnębieni kładą chłopca na ołtarzu świętej Maryi i poświęcają go Panu jako ofiarę przebłagalną. Skutkiem tego odwrócił się gniew Boga i dziecię odzyskało dawną piękność. Rodzice zaś wielbili Pana, który dla poprawy ludzi umie użyć bicza gniewu swego.

(...)
Chłopiec zaś wzrastając w latach i mądrości, w stosownym czasie pobiera naukę w duchu chrześcijańskim; Potem na studia nauk wyzwolonych wysłał go ojciec do arcybiskupa Adalberta. Przez cały zaś czas nauki szkolnej Wojciech nie naśladował tych, którzy popełniali grzechy, i nie zmawiał się z tymi, którym w głowie było bezcelowe życie i dziecinne zajęcia; lecz skoro tylko dłuższa nieobecność mistrza dawała mu sposobność, szedł odmawiać modlitwy, lecz przed nadejściem mistrza znowu siedział na swoim miejscu.
(...)

Potem Wojciech udał się do Pragi i z rąk tamtejszego biskupa przyjął święcenia kapłańskie. Lecz niedługo ciężka choroba nawiedziła tegoż biskupa i nadszedł ostatni dzień, by życiu jego położyć kres grozę budzący. Przed ostatnim oddechem, do stojących przy nim, taką zaczął wypowiedź: "Biada mi! jak żyłem! Biada mi nędznemu! Zmarnowane dni moje; już bezowocny wszelki żal! Jestem zgubiony! Gdzież są teraz moje zaszczyty i czcze bogactwa? O, ciało podległe gniciu, gdzie teraz chwała i piękno marności twojej? Oszukałeś mnie, zwodniczy świecie! Lecz moja osobista nikczemność mogłaby uzyskać jakoś przebaczenie u miłosiernego Boga, tylko że grzechy powierzonego mi ludu dołączają się do tego nadmiaru nędzy. Rozkosze bowiem i pożądliwości wybrali zamiast przykazań; a ja nie powściągnąłem ich szaleństw ani nie zdołałem powstrzymać. Biada mi! To mnie dręczy, a dręczyć będzie na wieki. Bo oto pójdę prostą drogą do piekła!". Tak rzekł i w oka mgnieniu umarł; i podniósł się lament wielki nad nim. Wszystkich zdjęła trwoga, lecz przede wszystkim młodzieńczego Wojciecha. Tejże nocy worem odziany włosianym, z głową siwym popiołem posypaną, obchodził poszczególne kościoły; ubogim również hojnie rozdawał, co miał. Jemu zaś niejedni cicho obiecywali biskupią godność, a niektórzy w publicznych przemówieniach. Nazajutrz przed wschodem słońca przybył posłaniec zwiastując, że wczoraj pan Wojciech za ogólną zgodą został wybrany na biskupa.

(...)
Przez wszystkie zaś dni sprawowania swej władzy biskupiej pobożnie i wiernie służył Panu; wiele czasu poświęcał zwłaszcza szerzeniu moralności chrześcijańskiej wśród ludu. Oprócz tego w każde święto wzywa wielu ubogich, obficie zaopatrując ich w to, czego potrzebowali. Łoże jego wysoko puchem zasłane, lśniącą okryte purpurą, w dzień pasło oczy ludzkie, w nocy zaś tuliło bądź jego brata Gaudentego, bądź pewnego ślepego od urodzenia; Jemu zaś samemu goła ziemia lub lichy wojłok i kamień dla oparcia głowy służyły do spania. Nigdy z sytym żołądkiem nie szedł spać, a nie wyspawszy się jeszcze dostatecznie wstawał do zwykłych wspólnych modlitw. Ciało zaś i żądze cielesne poskramiał przez surowy post. Gdy zaś był wolny od zajęć zewnętrznych, aż do odprawienia mszy odmawiał modlitwy dawidowe. Takie były jego obyczaje, takie dążenia, taki cel życia.
(...)

Mimo świętości Wojciecha, jego lud nie chciał iść za dobrym pasterzem. On usiłuje środkami duchowymi zabezpieczyć swoją owczarnię, oni kwapią się, żeby za pomocą szatańskich napaści zburzyć to, co on zbudował. Widział więc biskup, że wysiłki jego idą na marne, że więcej nawet sobie samemu szkody przynosi niż pożytku ludowi. Przybył więc do Rzymu i tak powiedział do Papieża: "Powierzona mi trzoda nie chce mnie słuchać i mowa moja nie przyjmuje się u tych, których serca jęczą w niewoli, poddane władzy szatana". Na to papież: "Synu - ponieważ nie chcą iść za Tobą, unikaj tego, co ci szkodę przynosi. Warto bowiem, abyś, jeśli razem z innymi nie możesz przynieść pożytku, przynajmniej siebie samego nie zgubił. Dlatego radzę ci: oddaj się w spokoju kontemplacji i przebywaj wśród tych, którzy pędzą spokojnie życie". Gdy potem zgodnie ze zwyczajem załatwiono wszystko, święty ten biskup [Wojciech] otrzymał habit zakonny (benedyktynów). Obowiązki, które zlecił mu jego opat, były tego rodzaju, że na plecach nosił braciom wodę do użytku w kuchni. I cieszył się, że w ten sposób może służyć wszystkim braciom. Jednak o powrót Wojciecha zabiegał arcybiskup moguncki, więc musiał on znowu wrocić do Pragi.

(...)
Tymczasem zdarzyła się smutna i pożałowania godna zbrodnia. Żonę pewnego wielmoży oskarżono publicznie o popełnienie cudzołóstwa z duchownym. Gdy krewni zniesławionego męża chcieli ją ściąć, ona zbiegła jakby wiatrem gnana, aż z krzykiem dotarła do upragnionego biskupa. [On] tedy zamknął ją w klasztorze zakonnic, który otoczony jest bardzo silnymi murami. Tymczasem bezbożna zgraja wtargnęła na dwór biskupi. Wśród pogróżek i zuchwałych słów szukają biskupa, który chce bronić cudzołożnicy. Porwano nieszczęsną, daremnie przytuloną do ołtarza, i mieczem nędznego niewolnika ścięta, przypłaciła życiem nieposzanowanie swego ciała. Płakał dobry pasterz, ponieważ w chorej trzodzie nie dojrzał żadnych oznak zdrowia. Dlatego znowu pojechał do Rzymu, aby służyć jako zwykły mnich. I znowu arcybiskup Moguncji żądał jego powrotu.
(...)

Święty więc mąż z wolą swego arcybiskupa podążył w drogę do przeniewierczego ludu. Wiedział, że nie będą go słuchać, lecz chcąc uniknąć nieposłuszeństwa, wolał odbyć nakazaną podróż. Ten zaś zbrodniczy lud z nienawiści do jego imienia dokonał wielkiej zbrodni. Albowiem krewnych jego, ludzi znakomitych i zacnych, nędznie pozabijał, zadawszy im okrutne rany; braci oraz ich synów, mężczyzn wraz z niewinnymi niewiastami, wszystkich wydał na srogą śmierć; również miasta ich zniszczył ogniem i mieczem, a całe ich mienie zagrabił. Uznał więc święty bohater, że wobec tych zbrodni ma dostęp [do Pragi] zamknięty, nie chciał jednak, by powrót jego był daremny; przez wysłanników więc zbadał, czy zechcą go [w Pradze] przyjąć. - Nie chcemy go, ponieważ jeśli przyjdzie, to celem ukarania zła i krzywd, które wyrządziliśmy jego braciom, i z których jesteśmy radzi. Nie znajdzie się nikt, kto by go przyjął!

(...)
Gdy nad tym myślał, wydała mu się lepsza myśl, żeby pójść zwalczać bożków i bałwany w kraju Prusów. On zaś przybył najpierw do miasta Gdańska położonego na skraju rozległego państwa i dotykającego brzegu morza. Tu, gdy miłosierny Bóg błogosławił jego przybyciu, gromady ludu przyjmowały chrzest. Szybko płynąc przebywa drogę i po kilku dniach wysiada na brzeg morski, a łódź wraz z uzbrojoną strażą zawraca. On zaś pozostał tam z dwoma braćmi. Zewsząd gromadzi się bezładnie pospólstwo i z wściekłym krzykiem i psim wyciem oczekuje, co ten [pan] z nim pocznie. Wtedy święty Wojciech zapytany, kim jest, tak odrzekł łagodnym głosem: "Z pochodzenia jestem Słowianinem, nazywam się Adalbert. Przyczyną naszej podróży jest wasze zbawienie, abyście porzuciwszy głuche i nieme bałwany, uznali Stwórcę waszego, który jest jedynym Bogiem i poza którym nie ma innego boga; abyście wierząc w imię jego mieli życie i zasłużyli na zażywanie w nagrodę niebiańskich rozkoszy w wiecznych przybytkach". Ci zaś przykładają pałki do jego głowy i krzyczą: "Jeśli tej nocy nie pójdziecie precz, jutro zostaniecie ścięci". Gdy więc wsadzono ich do łódki, popłynęli z powrotem i wylądowawszy pozostali pięć dni w pewnej wiosce.
(...)

Brat Gaudenty podczas nocnego snu dowiedział się, co miało się zdarzyć: "Widziałem na środku ołtarza złoty kielich, i to do połowy napełniony winem, lecz nikt go nie pilnował. Otóż gdy chciałem napić się wina, zaszedł mi drogę sługa ołtarza i z powagą sprzeciwił się memu zuchwałemu zamysłowi, gdyż wino dla ciebie jest zachowane na dzień jutrzejszy jako mistyczne pokrzepienie". "Mój synu - odrzekł [biskup] - oby Bóg dał pomyślny obrót temu widzeniu! Na złudnym śnie nikt nie powinien polegać".

(...)
Około południa misjonarze wyszli na polanę. W końcu gdy wszyscy zmęczeni zasnęli, nadbiegli wściekli poganie, rzucili się na nich z wielką gwałtownością i skrępowali wszystkich. Z rozwścieczonej zgrai wyskoczył ofiarnik bożkow Sicco i z całych sił wywijając ogromnym oszczepem, przebił na wskroś serce Wojciecha. Następnie zbiegli się wszyscy i wielokrotnie [go] raniąc nasycali swój gniew. Wojciech] wyciąga uwolnione z więzów ręce na krzyż i pokorne modły śle do Pana o swoje i prześladowców zbawienie. Okrutni barbarzyńcy ciało pozostawili na miejscu, głowę wbili na pal i wychwalając swą zbrodnię, wrócili wszyscy z wesołą wrzawą do swoich siedzib.
(...)

Umęczony był zaś Wojciech, święty i pełen chwały męczennik Chrystusa, 23 kwietnia, i to w piątek; stało się tak oczywiście dlatego, aby w tym samym dniu, w którym Pan nasz Jezus Chrystus umarł za człowieka, także ten człowiek cierpiał dla swego Boga. Jego jest miłosierdzie po wiek wieków, cześć, chwała i panowanie na wieki wieków. Amen.

Źródło:
http://www.archidiecezja.lodz.pl/czytelni/wojtek0.html